II Iron Triathlon - "eXtremalna sobota 2007"
Relacja z II Iron Triatlonu „eXtremalna Sobota 2007”
W dniu 28.7.2007 w Szczecinie odbył się triatlon na dystansie 3800 m w pław, 173 km rowerem i 42 km biegiem
Na starcie, który znajdował się na terenie kąpieliska Głębokie, stanęły dwie zawodniczki i szesnastu zawodników z całego kraju, w tym czworo organizatorów. Etap pływacki wytyczony był po trójkącie o łącznej długości boków 950 m, który należało pokonać cztery razy. Woda w jeziorze wydawała się całkiem ciepła jednakże kilku zawodników miało problemy. Ja wyziębiłem się po dwóch rundach i będąc w wielkim stresie jak wyjdzie pierwsza impreza organizowana dla szerszego grona podjąłem decyzję o wycofaniu się i dopilnowaniu spraw organizacyjnych. Nasz kolega Zbyszek wyszedł z wody po trzech okrążeniach, nie poddał się jednak od razu, obsługa poratowała go gorącą herbatą, zawinęła w folię NRC i koc. Gdy trochę się rozgrzał wrócił do wody i dokończył pływanie. Nie wytrwał niestety do końca, wycofał się na etapie pieszym po 13 godzinach walki z dystansem. Wyniki pozostałych zawodników na stronie internetowej zawodów.
Faworytem był Andrzej Majchrzakowski, który jako pierwszy wyszedł z wody, cały czas kontrolował sytuację i nie oddał prowadzenia do końca. Trasę rowerową poprowadziliśmy mało ruchliwymi drogami Puszczy Wkrzańskiej. Wiodła ona przez Wołczkowo, Dobrą, Stolec, Dobieszczyn, Tanowo, Tatynię do przejazdu kolejowego w Jasienicy i powrót tą samą drogą na Głębokie. Trasa bardzo się wszystkim podobała, narzekali tylko, że asfalt był miejscami w fatalnym stanie. Trasę rowerową należało pokonać dwukrotnie, a biorąc pod uwagę nawroty, zawodnicy doskonale orientowali się jak jadą rywale, zarówno ci z przodu jak również ci z tyłu. Sprzyjało to rywalizacji, więc nawet zawodnicy, którzy zakładali pokonanie trasy w limicie (17 godzin), pojechali dużo lepiej. Podobnie było na trasie pieszej, która prowadziła do ronda w Dobrej i z powrotem (dwukrotnie), raz do Pilchowa i w drodze powrotnej do bazy zawodów na Stadionie Arkonii.
Na mecie czekało na zawodników 19 litrów żuru, ufundowanego przez kapitana statku m/v Diana i gorąca kiełbasa. Wszystko podał kucharz statkowy Michał Chmurzyński. Około godziny 21 wręczyłem puchary, ufundowane przez Jolę Maślankę, dla najlepszej kobiety Aleksandry Góralskiej i najlepszego mężczyzny Andrzeja Majchrzakowskiego.
Szkoda tylko że sam nie powalczyłem, ale cóż, będzie to nauka na przyszły rok żeby wcześniej pozałatwiać sprawy organizacyjne i chociaż trochę przespać się przed startem. Mimo wszystko jestem zadowolony, bo zawodnikom się podobało, a to jest najważniejsze.
Chciałbym podziękować szczególnie mojej żonie Beacie Dereń, która samotnie obstawiła punkt kontrolny nr 4 (Jasienica), Alicji Szatan i mojej siostrze Basi Rać z punktu kontrolnego nr 1 (Głębokie), które wytrwały dzielnie przez cały dzień, Sławkowi który pomagał przy punkcie 1, oraz wszystkim pozostałym wolontariuszom z obsługi zawodów
…… Bez was by się nie udało
Do zobaczenia za rok Jerzy Ścibisz